Jakiś czas temu informowaliśmy o pierwszych dronach, służących do walki z tłumem. Jednak po raz pierwszy urządzenia tego typu znalazły się na wyposażeniu policji.
– Kupiliśmy pięć dronów, które są w stanie udźwignąć 2 kg. Są wyposażone w kamery i gdyby doszło do jakiś problemów mogą rozpylić gaz pieprzowy na agresywny tłum – mówi agencji informacyjnej PTI Yashasvi Yadav, komendant policji w Lucknow na północy Indii.
Według komendanta jego jednostka policji będzie pierwszą, która na co dzień korzysta z bezzałogowych statków powietrznych, zwanych dronami. Na razie wiadomo niewiele więcej. Policjanci nie pokazali jeszcze swoich dronów. Nie poinformowali, jak dokładnie będą rozpylać gaz pieprzowy. Wiadomo jedynie, że chodzi o niewielkie sterowane z ziemi urządzenia, które są w stanie wznieść się na wysokość 600 m i operować w promieniu jednego kilometra.
Ze szczegółami policja czeka na oficjalne uruchomienie „programu powietrznego nadzoru”. Jeszcze w kwietniu zainauguruje go Akhilesh Yadav, premier rządu stanu Uttar Pradesh, którego stolicą jest Lucknow.
Policjanci z Lucknow korzystają z dronów od ponad roku. Do tej pory wykorzystywali bezzałogowce do obserwowania parad i festiwali o charakterze religijnym. W mieście żyje ponad 5 mln ludzi: hindusi, muzułmanie i inne mniejszości religijne. Na tym tle regularnie dochodzi do konfliktów, które w ostatnich latach kosztowały życie kilkoro ludzi.
Jak opowiadał dziennikowi „The Indian Express”, drony będą latać nad miastem codziennie i zapewnią funkcjonariuszom obraz na żywo z dowolnego miejsca. Policja znalazła już dla nich szereg zastosowań. Będą wykorzystywane do obserwacji ruchu ulicznego, identyfikacji piratów drogowych czy tropienia przestępców.
– Zamierzamy je także wykorzystywać do rozpraszania tłumu. Użycie gazu pieprzowego z dronów będzie łagodniejszym środkiem niż bezpośrednia interwencja policji – mówi komendant Yadav.
Nasz dron wystrzeliwuje do 80 gumowych kul na sekundę
Nie wiadomo, jakie konkretnie drony zakupiła indyjska policja. Pewne, że bezzałogowce zaprojektowane z myślą o zamieszkach są w sprzedaży przynajmniej od roku. W maju 2014 roku na targach w Johannesburgu zaprezentowała je południowoafrykańska firma Desert Wolf. – Pozwalają kontrolować tłum bez narażania życia protestujących i ochroniarzy – przedstawiała.
W zakładzie Desert Wolf powstał Skunk Riot Control Copter, jak nazwano urządzenie. To octocopter, czyli dron z ośmioma śmigłami. Według producenta zamontowane w nim silniki elektryczne pozwalają unieść 45 kg. Bezzałogowiec jest wyposażony w dwie kamery HD i trzecią termowizyjną. A także w głośniki do nadawania ostrzeżeń, światła stroboskopowe oraz „oślepiające lasery”.
Najważniejszym wyposażeniem są cztery markery, podobne do tych stosowanych podczas gry w paintballa. Pod wysokim ciśnieniem wystrzeliwują amunicję z farbą, gazem pieprzowym lub gumowe kule. Dron może przenosić 4 tys. sztuk takiej amunicji.
„Operator ma pełną kontrolę nad każdym z czterech markerów. Może oznaczać protestujących czerwoną lub niebieską farbą, co pomoże w ich identyfikacji. Może wystrzeliwać z każdej lufy od 1 do 20 kul na sekundę. Najwyższa częstotliwość powinna być wykorzystywana jedynie w ekstremalnych sytuacjach zagrożenia życia” – opisuje producent.
Skunk Riot Control Copter wraz z system sterującym kosztuje 46 tys. dol. Nie można jednak ocenić, jak działa, bo poza kilkoma zdjęciami i opisem Desert Wolf nie chwali się swoim wynalazkiem. Z opisu wynika, że firma poleca go do tłumienia strajków.
– Zbudowaliśmy tego drona, aby już nigdy więcej nie doszło do drugiej Marikany. Byliśmy tam i wiemy, że to nie może powtórzyć się już nigdy więcej – opisuje na swojej stronie Desert Wolf.
Marikana to nazwa kopalni platyny w RPA. W 2012 roku zatrudnieni w niej ludzie zorganizowali protesty, które zakończyły się krwawą jatką. Policja otworzyła ogień do uzbrojonych w maczety, pałki i broń palną robotników. Zginęło 36 osób. Desert Wolf obserwowała wówczas protesty ze swoich dronów.
W ubiegłym roku firma poinformowała, że znalazła pierwszego nabywcę na swoje urządzenia. – Mam zgodę, aby powiedzieć, że to międzynarodowa firma wydobywcza, która kupiła u nas 25 dronów. Prowadzimy kolejne rozmowy z właścicielami kopalni z RPA a także firmami ochroniarskimi i jednostkami policji spoza kraju – mówił BBC dyrektor firmy Hennie Kieser.
Desert Wolf nie jest jedynym producentem dronów, którym bliżej do bojowych bezzałogowców niż nieuzbrojonych dronów popularnych wśród amatorów. Wśród nich jest amerykańska firma Chaotic Moon. W ubiegłym roku zaprezentowała prototyp drona CUPID. Wyposażyła go w paralizator rażący prądem o napięciu 80 tys. woltów.
„CUPID może zostać wypuszczony, gdy ktoś wejdzie na teren prywatny i uruchomi alarm. Odnajdzie obiekt i prześle obraz właścicielowi. Ten zdecyduje, czy to ktoś znajomy, czy osoba, którą należy zatrzymać. W drugim przypadku dron w trybie automatycznym ubezwłasnowolni włamywacza” – opisywała Chaotic Moon w oświadczeniu. Zapowiedziała jednocześnie, że pracuje nad dronem z gazem pieprzowym.
– Rozwijanie tego typu technologii grozi pełzającym autorytaryzmem. W przyszłości takie drony mogą zostać wykorzystane do tłumienia społecznych protestów – ostrzega Noel Sharkey, przewodniczący pozarządowego Międzynarodowego Komitetu ds. Kontroli Zbrojeń Robotów (ICRAC).
– Zastosowanie zdalnie sterowanych dronów do atakowania cywilów jest obrazą ludzkiej godności i zagrożeniem dla demokracji. To także zapowiedź możliwej przyszłości, gdy roboty będą działać samodzielnie, wybierając swoje cele poza kontrolą ludzi – dodaje Mark Gubrud, fizyk z ICRAC.

