Patrol drogówki stoi przy ul. gen. Maczka z „suszarką”. Namierza samochód, którego kierowca za mocno wdepnął gaz. Jeden z mundurowych wychodzi na jezdnię. Na jego widok z piskiem opon, niemal w miejscu, zatrzymuje się toyota avensis. Po paru sekundach – huk. W tył toyoty uderza kia. Pirat drogowy, na którego „polowali” policjanci, spokojnie odjeżdża, a oni słyszą… pretensje. – Coście narobili?! Przez was stracę pracę – miał krzyczeć kierowca samochodu kia. Badanie wykazało, że miał blisko 2 promile alkoholu w organizmie. Jeden z członków patrolu rozpoznał Andrzeja K. To… policjant, kolega z wydziału drogowego.
Trzy tygodnie po zdarzeniu 50-letnie Andrzej K. został zwolniony ze służby. Prawo do policyjnej emerytury zachował, ale stanął przed Sądem Rejonowym w Białymstoku.
– Przyznaję się do tego, że uderzyłem w tył toyoty, ale nie do spowodowania zdarzenia – mówił oskarżony o spowodowanie wypadku po pijanemu. – Nie miałem możliwości zatrzymania się. Stan nietrzeźwości nie miał na to wpływu – zapewniał.
Bo wszystko pozostałe było – jego zdaniem – w porządku. Tego marcowego dnia br. zachował bezpieczną odległość (szacuje, że toyota była 20-25 m przed nim), a dopuszczalną prędkość przekroczył o tolerowane 10 km/h (miał jechać 80 km/h).
Kto jest więc winny? Na podstawie relacji K. można wysnuć wniosek taki: policjant z drogówki, który wyskoczył niczym filip z konopi.
– To jego nagłe wyjście spowodowało gwałtowne hamowanie toyoty i moje – zaznaczył oskarżony. – Nie miałem możliwości zjechania na prawy pas, bo tamtędy jechały pojazdy.
Przesłuchiwany wczoraj policjant z drogówki zeznał, że zachował się zgodnie z przyjętą praktyką.
– Na mój widok toyota zatrzymała się w miejscu, ale nie używałem tarczy do zatrzymania. Kierowcy boją się policji. Wykonują manewry, których zwyczajnie by nie wykonali – zeznał funkcjonariusz.
Pokrzywdzony 63-letni kierowca toyoty stwierdził, że zachowanie policjanta było ryzykowne.
– Wyszedł zza tira, z podniesioną ręką – relacjonował.
Naprawa nowiutkiej toyoty kosztowała prawie 40 tys. zł, a pokrzywdzony wciąż przechodzi rehabilitację i nosi gorset, ponieważ miał złamany krąg. Przez trzy miesiące nie wstawał z łóżka. Od Andrzeja K. domaga się odszkodowania i zadośćuczynienia.
Kolejna rozprawa 25 listopada. Wtedy sąd przesłucha m.in. biegłą z zakresu medycyny sądowej. Ma ona ocenić nie tylko obrażenia pokrzywdzonego, ale i wpływ alkoholu na to, że oskarżony wjechał w tył toyoty.
