Strażnik miejski został skazany za to, że ukradł 20 zł osobie, która trafiła na izbę wytrzeźwień. Doniósł na niego kolega po fachu. Strażnicy objęli donosiciela ostracyzmem.

Białostocki strażnik miejski 1 października 2015 r. przekroczył swoje uprawnienia. Ukradł on 20zł z portfela osoby doprowadzanej do izby wytrzeźwień. Później mężczyzna nie wpisał pieniędzy do wykazu przedmiotów posiadanych przez osobę doprowadzaną.

Sąd rejonowy w listopadzie ubiegłego roku skazał za to strażnika na karę roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na 2 lata. Obrońca oskarżonego wniósł apelację. Domagał się uniewinnienia.

W czwartek (30.03) Sąd Okręgowy w Białymstoku utrzymał wyrok. W uzasadnieniu wskazywał, że kolega oskarżonego z pracy twierdził, że widział w portfelu doprowadzanego 20 zł. Natomiast oskarżony nie ujawnił tej kwoty, a w zamian za to wpisał, że osoba doprowadzona miała przy sobie 12 zł i 9 gr. Oskarżony kategorycznie zaprzeczał, aby jakąkolwiek kwotę zabrał z portfela pijanego mężczyzny.

Pomiędzy oskarżonym i świadkiem istniał konflikt dotyczący sposobu pełnienia służby. Oskarżony wcześniej kwestionował metodę postępowania swojego kolegi po fachu. Chodzi o nasłuch częstotliwości radiowych, z jakich korzystała policja, a także o bezprawne przeszukiwania osób w trakcie interwencji. Informował o tym przełożonych.

Kierownik nie zawiadomił policji

Warto wspomnieć, że świadek, po zakończonej służbie w dniu zdarzenia, powiadomił o wszystkim zastępcę kierownika referatu specjalistycznego, który wówczas rozliczał patrole. Mężczyzna nie potrafił w sposób racjonalny wskazać, dlaczego wówczas nie wezwał policji. Następnie 3 listopada 2015 r., po incydencie między oskarżonym a świadkiem, na polecenie naczelnika strażników miejskich kierownik sporządził notatkę służbową opisującą zdarzenie z 31 października, która była powodem wszczęcia postępowania karnego w tej sprawie.

Faktem jest, że banknotu nie zabezpieczono u oskarżonego, gdyż nie dokonano jego przeszukania i na miejsce zdarzenia nie wezwano policji. Zdaniem sądu, to był duży błąd.

Sędzia, podsumowując, mówiła, że wymierzona oskarżonemu kara jest adekwatna do stopnia zawinienia i społecznej szkodliwości czynu. Zgodziła się z sądem rejonowym, że oskarżony był funkcjonariuszem publicznym, od którego wymagano więcej:
– Swoim zachowaniem nadużył on zaufania obywateli do instytucji straży miejskiej i w złym świetle postawił całą instytucję. Takie zachowania nie będą tolerowane, a wręcz będą traktowane z należytą surowością.

Wyrok jest prawomocny. Natomiast oskarżonemu przysługuje kasacja do Sądu Najwyższego.

Strażnicy nie podają mu ręki

„Uczciwy” strażnik ma teraz problem. Jak mówiła sędzia Dorota Niewińska, wielu kolegów odwróciło się od niego, przestało podawać mu rękę. Odbiło się to na jego zdrowiu. Musiał przenieść się do straży miejskiej na ulicę Suraską.

bialystokonline.pl / wspolczesna.pl