Króciutki (jak na publicystykę) i być może nieco banalny tekst, jednak wpisuje się świetnie w nasz pogląd na instytucje ucisku. Lekko zmodyfikowany w stosunku do oryginału, bardziej oddaje nasz punkt widzenia. Mało ludzi zwraca uwagę na to, że policja nie chroni… policja karze. Policjant nie chroni, policjant nie szuka potencjalnej ofiary tzw. przestępstwa, tylko potencjalnego winnego, szuka przestępcy aby wymierzyć mu karę. Jasnym wobec tego staje się, że policja nie jest powołana po to, aby chronić obywateli, ale po to, aby chronić i egzekwować monopol państwa na używanie przemocy. Będziemy potencjalnymi przestępcami, będziemy kontrolowani przez władzę, dopóki sami nie zaczniemy kontrolować własnego życia w społeczeństwie oraz jego organizacyjnej nadbudowy.
Dlaczego policja nie radzi sobie z bandytyzmem?
Dzieje się tak dlatego, że policja jest państwowa. Państwo, czyli odlegli od lokalnych problemów i kierujący się sztywnymi prawami nieuwzględniającymi ludzkich potrzeb urzędnicy decydują o tym gdzie, co i jak. Oznacza to także, że służby te są opłacane przez państwo. A skąd państwo ma pieniądze? Oczywiście zabiera je z Twojego portfela, poprzez podatki. Toteż, jeśli będziesz się domagał lepszego uposażenia policji, musisz liczyć się z tym, że będziesz mieć jeszcze mniej pieniędzy niż obecnie. Dlaczego zaś policja nie radzi sobie z bandziorami? Bo nie musi! Policjant musi jedynie wyrobić normę. Bez względu na to, czy realnie Ci pomoże, czy nie, policjant i tak dostanie pensję. Po co ma się więc narażać i uganiać za przestępcami, skoro może wstawiać mandaty za przejście na czerwonym świetle? Zapytacie więc, czy to znaczy, że policjant nic nie robi? Otóż robi: zajmuje się tak wielkimi „niebezpieczeństwami”, jak np. przemyt, narkotyki i drobne wykroczenia. Czy przemyt, narkotyki i palenie papierosów na przystanku zagrażają na co dzień Twojemu życiu? Nie, przemyt i narkotyki zagrażają państwu; są to przejawy prowadzenia interesów, tyle, że państwo z tych transakcji zostało wykluczone, a co za tym idzie – nie otrzymuje części pieniędzy, które sobie uzurpuje (podatki). Dlatego właśnie problemy te są tak zaciekle nagłaśniane w mediach, a policja z taką zawiścią tępi przemyt – to zwykła obrona własnych interesów ludzi władzy. Ściąganie pieniędzy za pomocą mandatów za totalne bzdety jest świetną drogą do osiągania profitu, służy też gnębieniu młodzieży, która „ma wiedzieć gdzie jest ich miejsce”, żeby przypadkiem nie poczuć się w swoim mieście „jak u siebie”.
Policja zamiast zająć się prawdziwym zagrożeniem, jakim są bandyci, zajmuje się bzdurami, by pokazać, że „coś robi”. Gdyby policjant lub ochroniarz rozliczał się z Tobą (bez pośrednictwa państwa) – broniłby Cię skutecznie, w przeciwnym razie nie korzystałbyś z jego usług. Zapytacie: jak do tego doprowadzić, by ochroniarz dostawał pieniądze od społeczeństwa? Czy jest to nierealne? Oczywiście, że nie! Gdyby, dla przykładu, mieszkańcy jednej dzielnicy, bądź jednego osiedla wynajęliby wspólnie ochronę, która pilnowałaby ich miejsca zamieszkania, na pewno zwiększyłoby się bezpieczeństwo. Ochroniarze byliby odpowiedzialni za porządek na konkretnym terenie i każda kradzież, czy rozbój, któremu nie przeciwdziałali, byłyby regulowane z pieniędzy spółdzielni ochroniarskiej. W ten sposób w interesie ochroniarzy byłoby pilnowanie porządku, a nie jak w przypadku państwowej policji: „czy się stoi, czy się leży, pensja od państwa się należy”. Do tego ochroniarze byliby pod całkowitą kontrolą społeczeństwa, a nie delegatami biurokratycznego aparatu państwowego, rozliczającymi się z wykonanych obowiązków z odległymi od realnych problemów społeczeństwa urzędnikami. Dlaczego uznaliśmy, że takie grupy ochrony musiałyby być akurat spółdzielniami? Żeby praca ochroniarza nie podlegała tym samym mechanizmom co inne prace najemne. Zatrudniony w prywatnej firmie ochroniarz nie będzie się z nią utożsamiał, postępowałby dokładnie tak jak państwowa policja: odbębnić swoje i do domu. Dopiero kiedy jego wkład w działanie wspólnoty ochroniarzy byłby wynagradzany w 100%, bez prowizji dla szefa, właściciela i często zbędnej biurokracji, ochrona stałaby się dla niego prawdziwym interesem. Sam byłby sobie szefem, leżałaby na nim odpowiedzialność ale też mógłby w pełni partycypować w dysponowaniu owocami swojej pracy.
Innym sposobem na rozprawienie się z niekompetentnymi „służbami porządkowymi” powołanymi odgórnie przez państwo jest ustanowienie patroli obywatelskich składających się z mieszkańców danego terenu. Nikt i nic nie zapewni nam większego bezpieczeństwa niż solidarność sąsiedzka, najłatwiej również wśród sąsiadów wybrać osoby kompetentne do takiej pracy. Nikt też oprócz mieszkańców nie rozliczy lepiej ochroniarza danej okolicy ze swoich obowiązków. Na gremium danego osiedla/dzielnicy/ulicy interesanci mogliby wybrać osobę/osoby odpowiednie do wykonywania takiej pracy i do posiadania broni. Osoby te mogłyby się zmieniać cyklicznie (musiałyby, aby nie dochodziło do nadużycia przywilejów płynących z pełnienia służby), nawet w zależności od dnia tygodnia. Sposób organizacji takich patroli, ich uprawnienia, obowiązki, sposoby działania i organizacji zależałyby od woli mieszkańców powołujących takie patrole oraz specyfiki miejsca, jednak wg. nas szczególny nacisk powinno się położyć na wdrożenie pewnych mechanizmów wykluczających możliwość powiązania stanowiska ochroniarza z długoterminową władzą, ponieważ stworzyłoby to nierówność, co uderza w cel tego typu sposobu organizacji. Nie zapominajmy, że przecież chodzi nam o to, aby przeciwstawić realną służbę interesom obywatelskim degenerującej władzy, którą obecnie posiadają „pełniący służbę” policjanci.
źródło: wolfpunk.most.org.pl

