Więcej podsłuchów i „billingowania”. Władza – mimo raportu NIK, wyroku Trybunału w Luksemburgu i Trybunału Konstytucyjnego – nie pracuje nad zmianą przepisów.
Z danych przekazanych przez prokuratora generalnego Senatowi wynika, że liczba podsłuchów wzrosła o 17 proc. (w porównaniu z 2013 r.). Za wzrost w całości odpowiedzialne są policja i ABW.
W 2014 r. policja i służby skierowały wnioski o kontrolę operacyjną wobec 5435 osób (wniosków było więcej, bo powtarzały się wobec tych samych osób). W 2013 r. w ten sposób inwigilowanych było 4278 osób. W 2014 r. sąd zarządził kontrolę operacyjną wobec 5221. Wcześniej 202 wnioski odrzucił prokurator generalny (to 3,7 proc). Widać więc, że sądy akceptują niemal wszystkie wnioski, które przepuścił prokurator generalny. Z danych, które dostaliśmy od CBA i ABW (policja nie przekazała nam danych mimo półtoratygodniowego oczekiwania), wynika z kolei, że sądy akceptują praktycznie wszystkie kontrole operacyjne założone bez zgody sądu, w tzw. sytuacji niecierpiącej zwłoki. To samo dotyczy przedłużeń kontroli ponad trzy miesiące: sądy akceptują wszystko (dane CBA, bo ABW odmówiła podania).
CBA złożyło w zeszłym roku 219 wniosków o kontrolę operacyjną, czyli prawie tyle samo, co w 2013 r. (222). Prokurator generalny odrzucił 8,2 proc. z nich. 59 założono bez uprzedniej zgody sądu – 27 proc. wszystkich kontroli. To wzrost, bo w 2013 r. „niecierpiących zwłoki” kontroli było 16 proc. Sąd zaakceptował wszystkie. Wniosków o przedłużenie kontroli ponad trzy miesiące CBA złożyło 115, czyli 52 proc. wszystkich kontroli operacyjnych, i co pokazuje, że Biuro prowadzi inwigilację przez długi czas. Trzy wnioski o przedłużenie odrzucił prokurator generalny, resztę sąd zaakceptował.
ABW złożyło 731 wniosków o kontrolę. To wzrost o 22,5 proc. w porównaniu z 2013 r. Tylko jeden zakwestionował prokurator generalny. Sąd zaakceptował wszystkie. W trybie „niecierpiącym zwłoki” wydano 10,5 proc. zarządzeń o kontroli. To duży wzrost w stosunku do 2013 r., kiedy takie wnioski stanowiły 1,9 proc. Wszystkie dostały zgodę prokuratora generalnego i sądu.
Kontrola operacyjna to nie tylko podsłuchy telefoniczne czy zakładane w pomieszczeniach. Technologia pozwala na zdalne śledzenie inwigilowanej osoby (np. za pomocą nadajnika GPS), podsłuchiwanie czułymi mikrofonami, śledzenie za pomocą dronów, „podsłuchiwanie” komputerów itd., ale policja i służby przyjęły, że sądu należy pytać tylko o zgodę na podsłuch telefoniczny i pokojowy. Nie wiadomo więc, jaka jest prawdziwa skala inwigilacji.
Wiadomo natomiast, że po raz kolejny wzrosła liczba zapytań o dane telekomunikacyjne (telefoniczne i komputerowe), czyli tzw. billingowanie. Z danych Urzędu Komunikacji Elektronicznej (pytał teleoperatorów) wynika, że w zeszłym roku było ich 2 mln 177 tys. 916, zaś z danych fundacji Panoptykon (pytała policję i służby) – że 2 mln 351 tys. 014. Tak czy inaczej, jest to wzrost o blisko 7 proc. Najwięcej „billinguje” policja: blisko 1,7 mln zapytań, głównie o wykaz połączeń. Potem jest Straż Graniczna – 300 tys. (ponad połowa z tego to wykaz połączeń), CBA – blisko 190 2tys. zapytań (głównie o dane abonenta), ABW – 180 tys. (gównie dane abonenta i połączenia). Policja skarbowa pytała 5 tys. razy, głównie o wykaz połączeń.
W zeszłym roku Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że unijna dyrektywa, która nakazywała gromadzenie i udostępnianie organom ścigania danych telekomunikacyjnych, narusza Kartę Praw Podstawowych UE. Chodzi o to, że nie określa przestępstw, w sprawie wykrywania których można sięgać po dane telekomunikacyjne, tego, w jakich sytuacjach i po jakie dane można sięgać, nie różnicuje warunków gromadzenia danych zależnie od ich wrażliwości (np. dane o lokalizacji telefonu, a więc o przemieszczaniu się właściciela, są wrażliwsze od jego nazwiska). A także, że nie określa, jak zapewnić bezpieczeństwo przechowywanych danych i nie daje prawa do żądania ich usunięcia, nie ustanawiała zewnętrznej, niezależnej kontroli. Teraz państwa powinny dostosować przepisy do wyroku Trybunału w Luksemburgu.
Wcześniej bardzo krytyczny wobec polskiej praktyki gromadzenia i udostępniania danych telekomunikacyjnych raport wydała Najwyższa Izba Kontroli. Mimo to w rządzie nie toczą się żadne prace dotyczące regulacji „billingowania”. Pojawiły się wstępne założenia do projektu przygotowywane w kancelarii premiera jeszcze w zeszłej kadencji, ale ostatnie ruchy w tej sprawie wykonano w 2012 r. Nie podjęto też żadnych prac po zeszłorocznym wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie siedmiu skarg RPO i prokuratora generalnego na przepisy dotyczące kontroli operacyjnej i „billingowania”. Trybunał orzekł m.in., że należy ustanowić niezależną, zewnętrzna kontrolę nad „billingowaniem”, dać, po ostatecznym zamknięciu sprawy, osobom inwigilowanym prawo dowiedzenia się, że były inwigilowane, i wprowadzić nakaz niezwłocznego niszczenia materiałów, które zawierają tajemnicę zawodową – np. obrończą czy dziennikarską.
Zdaniem Adama Bodnara, wiceprezesa Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, najpilniejszą sprawą jest ustanowienie niezależnego organu, na wzór istniejących m.in. w Niemczech, Francji czy Wlk. Brytanii, który czuwałby nad przestrzeganiem przez policję i służby prawa i rozpatrywał skargi na ich działalność.
Katarzyna Szymielewicz, prezeska Panoptykonu, zwraca natomiast uwagę, że przez brak porządnego uregulowania inwigilacji nie znamy jej rzeczywistej skali i możliwe są nadużycia, jak choćby sięganie po dane telekomunikacyjne dla celów prewencyjnych.
Ewa Siedlecka / wyborcza.pl

