Miejski monitoring nie jest już nowością. Nie dziwi nikogo kamera zamontowana w parku, na dworcu autobusowym czy przy miejskim deptaku. A jak oceniono sposób funkcjonowania miejskiego, wielkiego brata w raporcie Najwyższej Izby Kontroli, która na celownik wzięła m.in. Katowice, Zabrze i Piekary Śląskie?

W Śląskiem rekord w liczbie kamer miejskiego monitoringu należy do stolicy województwa. Wydział Zarządzania Kryzysowego w Katowicach, któremu podlega monitoring dysponuje bowiem 137 urządzeniami, rozlokowanymi w całym mieście.

– Ze 137 kamer, 82 to kamery drogowe rozlokowane w tunelu pod rondem i na trasie średnicowej. We wszystkie urządzenia wgląd ma Straż Miejska. Ponadto policja obserwuje obraz z 55 kamer, a Miejski Zarząd Ulic i Mostów kontroluje 82 rozlokowane na drogach – mówi Jakub Jarząbek, rzecznik Urzędu Miasta Katowice.

W skontrolowanych miastach, operatorzy zaobserwowali ponad 15 tys. zdarzeń, w zdecydowanej większości wykroczeń drogowych. Poważne przestępstwa takie jak rozboje, włamania, kradzieże dostrzeżone dzięki monitoringowi stanowiły jedynie 5 proc. wszystkich zaobserwowanych zdarzeń. Pozostałe to przede wszystkim przypadki nieprawidłowego parkowania (od 50 do 90 proc. ogółu). Informacje z monitoringu przekazywane były głównie strażom gminnym lub miejskim.

W Piekarach Śląskich, policji w badanym okresie (2010 -2013), przekazano 797 zgłoszeń. Przekazywano informacje dotyczące włamań do pojazdów i obiektów, pobić i rozbojów, kradzieży. Jednak najwięcej przekazanych informacji dotyczyło zdarzeń drogowych. Z kolei Straży Miejskiej przekazano najwięcej zgłoszeń dotyczących nieprawidłowego parkowania co stanowiło blisko 70 proc. wszystkich zgłoszeń.

W trakcie kontroli w województwie zwrócono uwagę m.in. na to, że obserwacja prowadzona jest niezgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych, bo do podglądu z monitoringu wykorzystywane są niewłaściwe osoby. W Zabrzu – Wydział Zarządzania Kryzysowego i Ochrony Ludności, w Piekarach Śląskich – prywatna firma ochroniarska, a w Katowicach, prócz mundurowych, operatorzy zatrudnieni są przez Klasztor Franciszkanów i firmy ochroniarskie.

Piotr Uszok, prezydent Katowic, posiłkując się opinią Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, stwierdził że „Zapis monitoringu miejskiego w Katowicach nie jest wyposażony w mechanizmy mogące indeksować utworzony zbiór obrazów według osób, które zostały w ten sposób zarejestrowane. Trudno uznać, więc go za zbiór danych osobowych”.

Bardziej dobitnie wypowiadają się sami funkcjonariusze, których sprawa dotyczy bezpośrednio. – Nie ma potrzeby, żeby monitoringiem miejskim zajmowali się tylko policjanci i strażnicy miejscy. Przypisanie takiego stanowiska policjantowi to marnowanie pieniędzy podatnika – mówi Jacek Pytel, rzecznik komendy miejskiej w Katowicach. – Dla mnie kamery może obsługiwać nawet ufoludek, jeśli będzie szybko i sprawnie przekazywał policjantom informacje o niebezpiecznych zdarzeniach – dodaje.

Miejskie władze jednak wyciągnęły lekcje z kontroli przeprowadzonej przez NIK. Piekary Śląskie postawiły na mundurowych. – Od 1 kwietnia tego roku za monitoring odpowiada Straż Miejska i policja. W mieście zainstalowanych jest 19 kamer, większość z nich obserwuje centrum – mówi Artur Madaliński, rzecznik Urzędu Miasta w Piekarach Śląskich. – Nie mamy jeszcze danych, które porównują dotychczasowy system z nowym, ale nie mam wątpliwości, że poziom wykrywalności jest wysoki – dodaje.

Raport NIK

Łącznie wydatki na miejski system monitoringu wizyjnego w latach 2010-2012. Zabrze: 1.641.690zł, Piekary Śląskie: 1.036.900 zł, Katowice: 1.954.700 zł.

Kamery montowano w miejscach wskazanych przez policję, ale większość miast nie potrafiła ocenić skuteczności zainstalowanego systemu monitoringu. W miastach nie określono kryteriów, które pozwoliłyby stwierdzić, czy w monitorowanych miejscach nastąpiła poprawa bezpieczeństwa.

W 20 proc. skontrolowanych miast dane osobowe zaobserwowanych osób nie były odpowiednio zabezpieczone. W Katowicach pracownicy i wolontariusze mogli bez ograniczeń dysponować obrazami, czyli zatrzymywać, cofać, odtwarzać, archiwizować lub też drukować stop-klatki bez rejestracji.

Połowa miast prowadzących miejski monitoring nielegalnie przetwarzała dane osobowe. Zbiory danych nie zawsze były zgłoszone do GIODO.

Ponad połowa skontrolowanych miast nie zapewniła całodobowej obserwacji obrazu z kamer, co w praktyce oznaczało, że w wypadku wystąpienia groźnego zdarzenia brakowało natychmiastowej i adekwatnej reakcji policji lub straży miejskiej.

dziennikzachodni.pl