„Pobili nas policjanci z Komendy Powiatowej w Oleśnicy” – twierdzą dwaj mieszkańcy okolicznych wsi. A wszystko dlatego, że ktoś wcześniej pobił syna policjanta. Funkcjonariusze mieli się ostro wziąć za wyjaśnianie sprawy, tyle że złapali nie tych co trzeba. To nie pierwszy sygnał o pobiciu w oleśnickim komisariacie. W ostatniej sprawie niczego nie udowodniono bo, jak to w takich sytuacjach bywa, zaginął monitoring.
W Bartkowie nikt nie spodziewał się scen jak z gangsterskiego filmu – 3 policyjne wozy i 9 funkcjonariuszy w domu sołtysa. Wszystko przez to, że podejrzenie o pobicie syna policjanta padło na syna sołtysa i jego kolegę. Bo pech chciał, że gdy pobito syna policjanta, oni kupowali sobie w okolicy… buty na mecz. Takie alibi na oleśnickiej komendzie na nic się jednak nie zdało.
– Tylko jak mnie wprowadzili do pokoju, ojciec pobitego wpadł i od razu mnie z liścia pociągnął, zaczęli mnie kopać – wspomina ofiara policjantów. Jak wyjaśniają obaj pobici, policjanci żądali jednego – przyznania się.
Tymczasem młodzi ludzie nie do końca wiedzieli do czego powinni się przyznać oleśnickim policjantom. – Dopiero nam rano powiedzieli, że się sprawa wyjaśniła, że to nie my. I tyle, dziękuję, do widzenia – wspomina Sebastian.
3 lata temu na bicie w oleśnickiej komendzie skarżył się rolnik z okolicy. Brzmi podobnie. A pobici wykładają na stół długie protokoły z obdukcji. Sprawę sprzed lat umorzono, bo nie było dowodów, monitoring zniknął. Jedynie komendant powiatowy się zmienił.

