Syn pacjenta, który zginął od policyjnych kul w Szpitalu Miejskim w Rudzie Śląskiej, został oskarżony o groźby karalne pod adresem policjanta, który strzelał do jego ojca. To jemu, a nie policjantowi, którego sprawa została umorzona, grozi teraz wyrok.

Horst D. 13 lipca 2014 roku został przyjęty do Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej. Miał ranę w klatce piersiowej. W nocy przeprowadzono zabieg – chirurdzy założyli mu drenaż do jamy opłucnej.

Cały dzień po zabiegu Horst D. zachowywał się spokojnie. Wieczorem zaczął majaczyć. Pielęgniarki zdecydowały, że przewiozą Horsta D. na inną salę. Na korytarzu mężczyzna zerwał się z łóżka z okrzykiem „K…, chcecie mnie wykończyć!” i uciekł na inny oddział.

Personel zaczął go gonić, co u Horsta D. nasilało poczucie zagrożenia. Próbował skoczyć z okna, ale lekarzom i pielęgniarkom udało się go ściągnąć. Po chwili pacjent uciekł jednak do oddziałowej kuchni. Wyrwał sobie dreny, wziął dwa noże i wygrażając nimi, pobiegł na klatkę schodową. Ponieważ nie znalazł wyjścia ze szpitala, schował się w niewielkiej wnęce pod schodami. Próbowali go stamtąd wyciągnąć wezwani na pomoc policjanci.

Użyli gazu pieprzowego i pałek. Nie pomogło. Horst D. nie wypuścił noży z rąk. Kiedy policjanci przybliżali się do niego, zaczął wykonywać cięcia w powietrzu – wtedy jeden z funkcjonariuszy zaczął strzelać. Trafił Horsta D. w brzuch i pachwinę. Kula rozerwała tętnicę udową. Z powodu utraty krwi doszło do zatrzymania krążenia. Chirurgom udało się zszyć przerwaną tętnicę, ale pojawiły się komplikacje. Horst D. zmarł krótko po operacji. Nikt ze szpitala nie zadzwonił z tą informacją do żony. Rodzina zmarłego dowiedziała się o strzelaninie z mediów.

Andrzej Gąska, rzecznik śląskiej policji, już w dzień po śmierci Horsta D. zapewniał, że interwencja funkcjonariuszy była modelowa. – Policjant może strzelać, gdy istnieje bezpośredni, bezprawny zamach na jego życie.

W tym wypadku – zdaniem policji – tak właśnie było. Gdyby policjant nie strzelił, mógłby zostać ugodzony nożem. Tylko czy Horst D. naprawdę stanowił zagrożenie dla życia innych? Psychoza to zjawisko, które dotyka wielu pacjentów, zwłaszcza po zabiegach w obrębie klatki piersiowej. Bardzo wielu chorym wydaje się wtedy, że pielęgniarki i lekarze chcą ich zamordować. Takim chorym trzeba podać leki uspokajające. Z akt śledztwa w sprawie śmierci Horsta D. wynika jednak, że w szpitalu w Rudzie Śląskiej nikt nie próbował temu pacjentowi podać takich środków.

Okoliczności śmierci Horsta D. badała Prokuratura Okręgowa w Gliwicach, ale tylko pod kątem użycia broni przez policjantów. Nie było wizji lokalnej ani analizy, która pokazałaby dlaczego policjant – choć mierzył z bardzo bliska – nie trafił pacjenta np. w nogi, tylko w brzuch i pachwinę. W styczniu śledztwo zostało umorzone.

Ta decyzja była wstrząsem dla Bogusława D., syna ofiary. Postanowił iść do policjanta, który strzelał do ojca, by – jak wyjaśniał – spojrzeć mu w oczy. Doszło do szamotaniny. Policjant złożył doniesienie do prokuratury, która oskarżyła Bogusława D. o groźby karalne. Miał straszyć Wojciecha K. śmiercią i spaleniem mieszkania. Oskarżony nie przyznaje się do winy. Przed sądem trwa proces. Następna rozprawa ma się odbyć w grudniu.

Judyta Watoła / wyborcza.pl