Strażnicy z aresztu śledczego w Bytomiu nie zauważyli, jak w monitorowanej celi powiesił się 22-letni mężczyzna. Przez 80 minut nie sprawdzili, co się dzieje z więźniem, który wcześniej groził, że odbierze sobie życie.

22-letni Sebastian K. był wielokrotnie notowany przez policję. Miał też na koncie kilka wyroków za kradzieże, wszystkie w zawieszeniu. W grudniu 2012 r. został zatrzymany w centrum handlowym w Katowicach. Próbował wynieść cztery pary spodni o wartości prawie 600 zł. W czerwcu zeszłego roku katowicki sąd skazał go za to na cztery miesiące więzienia.

Sebastian K. trafił do aresztu śledczego w Bytomiu. Według informacji „Wyborczej”, w tym czasie pochwalił się śledczym, że ma informacje na temat działającej na Śląsku mafii paliwowej. Czy zdążył złożyć zeznania w tej sprawie? Tego nie wiadomo.

Pewne jest natomiast to, że podczas pobytu w areszcie zaczął nagle mówić, iż ma dość życia i popełni samobójstwo. Współwięźniowie powiadomili o tym strażników, a ci umieścili Sebastiana K. w monitorowanej celi dla niebezpiecznych przestępców. Każdy krok mieszkającego w niej więźnia rejestrują kamery, a obsługujący monitoring funkcjonariusz ma obowiązek ciągłego sprawdzania, co się z nim dzieje.

16 września 2013 roku żaden ze strażników nie zareagował, gdy o godz. 7.46 Sebastian K. zaczął przygotowania do samobójstwa. Najpierw sprawdził umocowania kraty w oknie, potem z ręcznika zrobił pętlę. O godz. 8.31 więzień założył ją sobie na szyję, po czym powiesił się na okiennej kracie.

Funkcjonariusze służby więziennej wiszącego mężczyznę zauważyli dopiero o godz. 9.06. Wpadli do celi, odcięli go i przeprowadzili reanimację. Sebastian K. został przewieziony do cywilnego szpitala, gdzie zmarł kilka dni później, nie odzyskując przytomności.

Śledczy przyznają, że sprawdzali, czy ktoś nie nakłaniał Sebastiana K. do samobójstwa. Nie udało się tego jednak potwierdzić. – Wątek zabójstwa od razu został wykluczony, bo zabezpieczyliśmy nagranie monitoringu. Wynika z niego, że w celi oprócz więźnia nie było nikogo innego. Nie ma wątpliwości, że powiesił się sam – mówi prokurator Artur Ott, szef Prokuratury Rejonowej w Bytomiu.

– Jakim więc cudem strażnicy więzienni przez 80 minut nie sprawdzali na monitorze, co się dzieje w celi więźnia, który wcześniej groził, że odbierze sobie życie? – zapytaliśmy.

– Funkcjonariusz odpowiedzialny za obsługę monitoringu twierdził, że kilka razy musiał opuścić stanowisko. Wychodził m.in. do toalety. W tym czasie zastępowało go dwóch innych strażników – wyjaśnia szef prokuratury.

Prokuratura zakończyła teraz śledztwo w sprawie śmierci Sebastiana K. O niedopełnienie obowiązków służbowych oskarżono kaprala Dominika S. z działu ochrony areszty w Bytomiu. To on feralnego dnia obsługiwał monitoring. W przypadku dwóch pozostałych funkcjonariuszy, którzy przez chwilę go zastępowali, śledczy wystąpili do sądu o warunkowe umorzenie sprawy. – Ich stopień zawinienia był dużo mniejszy – podkreśla prokurator Ott.

Dyrekcja bytomskiego aresztu wszczęła postępowanie dyscyplinarne wobec zamieszanych w sprawę strażników. Potwierdziło ono, że tragedia byłe efektem niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza obsługującego monitoring. Trzej strażnicy zostali ukarani dyscyplinarnie. – I nadal pełnią u nas służbę – powiedział nam porucznik Artur Karkoszka, rzecznik prasowy aresztu śledczego w Bytomiu.

Józef Kogut, prezes Stowarzyszenia Pomocy Ofiarom Przestępstw jest zdumiony, że funkcjonariuszy, który przez ponad godzinę nie zauważył, jak wiesza się pilnowany przez niego więzień, nadal pracuje w areszcie.

– Strażnika usprawiedliwiałoby tylko to, gdyby zdarzenie miało charakter nagły i niespodziewany. W tym wypadku mamy jednak do czynienia z zaplanowanym działaniem, które trwało kilkadziesiąt minut, a nikt nie zwrócił na to uwagi – powiedział Kogut.

gazeta.pl