Od trzech lat sąd rejonowy w Stargardzie Szczeciński w osobie prezesa tejże jednostki Mariusza Jasiona prowadzi swoistą krucjatę przeciwko lokalnej gazecie. Odbywa się zastraszanie dziennikarzy, aresztowania, skazywanie dziennikarzy za wymyślone „przestępstwa”, dokonywanie przeszukań redakcji i prywatnych mieszkań. Odbywa się to w majestacie prawa, w biały dzień i w białych rękawiczkach.
Tomasz Pilecki był dziennikarzem upadłego już tygodnika „7 Dni Powiatu Stargardzkiego”, a obecnie jest od 3 lat wydawcą i redaktorem naczelnym lokalnej gazety „Głos Choszczeński”. Od jakiegoś czasu nęka go prezes Sądu Rejonowego Mariusz Jasion, który zasądza mu drakońskie kary grzywny za wyssane z palca „przestępstwa”, z których „najcięższe” to opisywanie w gazecie bandyty i kryminalisty, postrachu regionu Krzysztofa Zakrzewskiego i jego ojca byłego więźnia ZK w Goleniowie, alkoholika i psychopaty Jana Zakrzewskiego. W ubiegłym roku redaktor naczelny otrzymał za to „groźne przestępstwo” –karę jednego roku bezwzględnego więzienia. Choć wydaje się to jak sceny z filmu Barei, to prawda. Jasion ze swoimi kolegami uznali publikacje prasowe demaskujące gangstera z Małkocina jako… stalking.
Historia nękania dziennikarza Tomasza Pileckiego przez prezesa sądu rejonowego w Stargardzie Szczecińskim sięga 2007 roku. Zaczęło się od serii komentarzy prasowych Tomasza Pileckiego w tygodniku 7 Dni Stargardu, w których dziennikarz ironizował wyroki wydawana przez stargardzki sąd, głównie przez jego prezesa. A jest się z czego śmiać. Sławetny artykuł Tomasza Pileckiego „Za batonika na rok do więzienia, za napady i włamania trzy miesiące w zawiasach” do dziś odbija mu się czkawką. Po jego przeczytaniu prezes sądu zaczął wydzwaniać do redakcji w celu porozmawiania z Tomaszem Pileckim. Potem zaczał dzwonić na jego telefon komórkowy, wysyłać smsy, dokonywać wpisów na forach internetowych podpisując się własnym imieniem i nazwiskiem. Pisał w nich, że to nie prawda co pisze dziennikarz. Tomasz Pilecki po kilku miesiącach intensywnej pracy śledczej opublikował obszerny materiał o bandycie z podstargardzkiego Małkocina Krzysztofie Zakrzewskim, który dokonywał napadów, rozbojów, włamywał się ludziom do domów i piwnic, wybijał okna, przebijał koła w samochodach. Bohaterem publikacji był także ojciec gangstera, Jan Zakrzewski, dziś 74 – letni mieszkaniec Stargardu Szczecińskiego, w młodości były więzień Zakładu Karnego w Goleniowie, gdzie odsiadywał wyroki za rozboje, włamania, i spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym pod wpływem alkoholu. Artykuł odbił się wielkim echem, a Tomasz Pilecki zaczął otrzymywać od bohatera publikacji anonimy z pogróżkami. W końcu gangster z Małkocina poprzebijał Pileckiemu koła w samochodzie i powybijał szyby w domu. Zdecydował się także złożyć prywatny akt oskarżenia do stargardzkiego sądu o zniesławienie!
Nikt o zdrowych zmysłach nie podszedł by poważnie do konfabulacji bandyty, ale nie Mariusz Jasion. Wykorzystując okazję do zemsty na dziennikarzu skazał go za zniesławienie gangstera na karę kilku tysięcy złotych grzywny. Sam bandyta z Małkocina był wyrokiem tak zaskoczony, że myślał, że to żarty. Rozochocony taką hojnością stargardzkiego sądu bezrobotny do dnia dzisiejszego bandyta, zaczął składać kolejne pozwy przeciwko dziennikarzowi. Okazało się to dobrym sposobem na zarobienie łatwych i dużych pieniędzy. Łącznie było ich 3, a prezes sądu ochoczo dofinansowywał gangstera wielotysięcznymi grzywnami (łącznie Tomasz Pilecki ma zapłacić prawie 50 tys. zł za zniesławienie bandyty w gazecie), które miał płacić mu Tomasz Pilecki. Dziennikarz w końcu o fakcie nękania go przez stargardzki sąd napisał artykuł prasowy. Wówczas dopiero rozpoczęły się prawdziwe kłopoty dziennikarza. Gdy Pilecki nie pojawił się na kolejnej z rzędu sprawie o zniesławienie wytoczonej mu przez bandytę z Małkocina, Mariusz Jasion wysłał po Pileckiego policję celem doprowadzenia. Dziennikarza jednak mundurowi nie zastali w domu, albowiem wspólnie z żoną i rocznym synem przebywali na wakacjach nad morzem. Tomasz Pilecki zresztą sam powiadomił o tym fakcie sąd, prosząc o odroczenie spawy ze względu na planowany na ten czas urlop. Prezes sądu nie okazał się jednak łaskawy dla dziennikarza i nie wyraził zgody na przeniesienie terminu rozprawy. Trzy jednostki policji podjechały pod ośrodek Maximus SPA w Dziwnówku, w którym przebywał na wakacjach Tomasz Pilecki i o godzinie 6 rano, ku przerażeniu żony i maleńkiego dziecka obezwładnili dziennikarza, zakuli w kajdany i wywieźli do Zakładu Karnego w Nowogardzie. Tam dziennikarz spędził dwa tygodnie w celi z zabójcami. Taką karę dostał od Mariusza Jasiona za nie stawienie się na rozprawie. Gdy po wyjściu dziennikarz i tym razem nie zaprzestał opisywać w gazecie haniebnych poczynań Mariusza Jasiona i jego sędziów, otrzymał 9 tysięcy złotych grzywny za publikacje prasowe. Gangster złożył kolejny pozew do sadu, zarzucając dziennikarzowi, że… pobił go w centrum miasta. Niestety rzekome pobicie miało miejsce w czasie, w którym dziennikarz wraz ze mną i trzema innymi osobami przebywał na urodzinach w lokalu gastronomicznym. Wersję tę potwierdzili właściciele lokalu i wszyscy świadkowie. Pan prezes sądu uznał jednak, że wszyscy się zmówili i kłamią. Za rzekome kłamstwo dostali kilkutysięczne grzywny, a Tomasz Pilecki, rok więzienia w zawieszeniu na 5 lat i kolejnych 5 tysięcy zł. grzywny, nie zapłacone do dnia dzisiejszego, jak większość kar wymierzanych przez stargardzki sąd.
Fakt, że Tomasz Pilecki nie spłaca grzywien „pokrzywdzonemu” gangsterowi, a stargardzkiemu komornikowi działającemu na zlecenie sadu płaci po 20 zł miesięcznie, za wyssane z palca pseudoprzestępstwa nie daje spokoju Mariuszowi Jasionowi. Dziennikarz wynajął świetnego prawnika od prawa gospodarczego i przepisał majątek na żonę z którą wziął rozdzielność majątkową. To tak rozsierdziło prezesa stargardzkiego sądu, że osobiście zadzwonił do komornika Jacka Onyszkiewicza ze Stargardu Szczecińskiego informując go, że Pilecki posiada jeszcze samochód dostawczy i aby sprawdził na kogo on „stoi”. Pod koniec 2013 roku postanowił pójść jeszcze dalej i skazać dziennikarza na rok bezwzględnego więzienia za nękanie w mediach wspomnianego bandyty i kryminalisty Krzysztofa Zakrzewskiego. Dziennikarz odwołuje się od tego wyroku. Po upływie 7 dni prezes sadu powiadomił o tym media. Chętnie udzielał mediom wywiadów… Dziennikarzom przybyłym do sądu przedstawiał Tomasza Pileckiego w bardzo niekorzystnym świetle. Fakt, że żadne media nie podjęły tematu, bo znają Tomasza Pileckiego i po prostu nikt nie „łyknął” tych sensacji spowodował, że Jasion sam zaczął udzielać się w Interencie i pisać artykuły na forach internetowych.
To nie koniec absurdów, które dzieją się w stargardzkim sądzie na zlecenie prezesa sądu nękającego dziennikarza. Dwa miesiące temu na ulicy w Stargardzie Szczecińskim zatrzymana została matka dziennikarza Janina Pilecka. Zatrzymania dokonali nieumundurowani funkcjonariusze Policji, którzy przewieźli 70-latkę na komendę celem przesłuchania. Podejrzewana jest o utrudnianie śledztwa i posiadanie znacznych sum pieniędzy niewiadomego pochodzenia na koncie bankowym. Cztery dni temu policja odwiedziła 93 letnią babcię redaktora Tomasza Pileckiego, zamieszkałą w Choszcznie. Babcia podejrzewana jest przez prezesa sądu o cytuję „współudział w ukrywaniu dowodów winy skarżonego”. 93 latka po dwóch zawałach o niedowładzie kończyn została także ukarana karą grzywny, za nie stawienie się na kolejnej rozprawie sądowej. Ze źródeł zbliżonych do prokuratury w Stargardzie wiadomo, że czeka ją proces karny.
Stargardzki wymiar sprawiedliwości nęka po kolei wszystkich dziennikarzy, którzy w jakikolwiek sposób próbują upubliczniać patologie w wykonaniu Mariusza Jasiona. Redaktor Jakub Chrzan, bliski współpracownik Tomasza Pileckiego otrzymał niedawno karę grzywny za… głośne zachowywanie się w miejscu publicznym. Kolporter gazety Sebastian Modrzyński otrzymał karę grzywny za zaparkowanie samochodu na „kopercie” pod sądem rejonowym w Stargardzie Szczecińskim. W Stargardzie Szczecińskim w zasadzie nie ma mediów lokalnych. Dwa w miarę niezależne tytuły upadły, pozostał Dziennik Stargardzki, w którym pod nowym kierownictwem, boją się własnego cienia. Głos Szczeciński, który oczywiście nie jest gazetą lokalną, jest bardzo polityczny i służalczy wobec i władzy i sądownictwa. W 9 na 10 przypadków zgadza się z linią prezesa sądu rejonowego w Stargardzie Szczecińskim. Kurier Szczeciński, choć bardziej niezależny, pełni rolę marginalna w Stargardzie Szczecińskim.
W wyniku zleconego przeszukania redakcji i mieszkań prywatnych dziennikarzy zarekwirowany został mój komputer. Pracowałam nad publikacją prasową demaskującą powiązania Mariusza Jasiona z rodzicami gangstera z Małkocina opisywanego przez naszą gazetę. Panowie często się spotykali po godzinach pracy. W sprawie pojawia się także nazwisko bliskiego znajomego bandyty z Małkocina, prokuratora Arkadiusza Wesołowskiego, działającego na zlecenie Mariusza Jasiona. Nie wiem w jakim celu dokonano mi zaboru komputera. Nie wiem o co jestem podejrzewana, jakie „przestępstwo” przypisze mi prezes stargardzkiego sądu. Od października 2013 roku w sprawie nic się nie dzieje, pomimo dwóch pism wysłanych do sądu i prokuratury nie otrzymałam żadnej odpowiedzi na jakiej postawie dokonano kradzieży mojego komputera. Nadmieniam, że nie oddano mi go do dnia dzisiejszego. Otrzymałam lakonicznego maila od niejakiej pani Krajewskiej z prokuratury rejonowej w Stargardzie Szczecińskim, którego treść załączam. Zastanawiający jest sposób kontaktowania się „wymiaru sprawiedliwości” ze mną. Chyba najprościej jest wysłać list polecony, albo zadzwonić. Nie spotkałam się z wysyłaniem maili do ludzi przez zastępców prokuratora rejonowego.
Redaktor Naczelny Głosu Choszczeńskiego Tomasz Pilecki zapowiada protest głodowy w obronie wolności słowa i zapowiada, że nie zapłaci żadnej z grzywien nałożonych przez Mariusza Jasiona. O sprawie powiadomił także Europejski Trybunał Sprawiedliwości na okoliczność łamania wolności słowa.
źródło: aferyprawa.eu
