Policjant w Ferguson zastrzelił 18-latka. Wybuchł protest mieszkańców. Policja odpowiedziała – wysyłając na nich pojazdy opancerzone i funkcjonariuszy, którzy bardziej przypominają żołnierzy z wojny w Iraku, niż przyjaznych stróżów porządku.

Ferguson jest niedużym miastem w stanie Missouri. To tam, z niewyjaśnionych do tej pory powodów, biały funkcjonariusz policji zastrzelił nieuzbrojonego czarnoskórego Mike’a Browna. Kolor skóry ma tu znaczenie – większość mieszkańców Ferguson jest właśnie czarnoskórych – wyszli więc na ulice, by zaprotestować przeciwko działaniu policji, które uznali za rasistowskie.

Policja na protesty odpowiedziała wysyłając na ulice swoich funkcjonariuszy. Uzbrojonych po zęby, przypominających bardziej najemną armię niż zwykłe patrole. Na miejsce wezwano też Gwardię Narodową.

Ferguson police

Kiedy kończy się policja, a zaczyna wojsko?

Stereotyp amerykańskiego policjanta z pączkiem w ręku, ospale patrolującego ulice, ma już niewiele wspólnego z rzeczywistością. Wydarzenia w Ferguson pokazują, że granica między policją a wojskiem w Stanach Zjednoczonych zaczęła się zacierać. Widać to choćby po nagłówkach amerykańskich gazet, które zaczęły na „jedynkach” pytać: „Czy to Ferguson, czy Irak?”.

Pytania prasy są zasadne. W całych Stanach Zjednoczonych można zaobserwować zmiany w biurach szeryfów czy na komisariatach policji. Wszystko dzięki mało znanemu programowi Pentagonu, który dokonuje militaryzacji amerykańskiej policji. „Program 1033”, bo o nim mowa, formalnie działa od 1997 roku i pozwolił resortowi obrony na oddanie w ręce policji nadwyżki sprzętu wojskowego. Łączna wartość sprzętu przekazanego lokalnym organom ścigania przez Departament Obrony wyniosła do tej pory ponad 5,1 mld dolarów, przy czym tylko w 2013 roku przekazano policji sprzęt o wartości 500 mln dolarów.

Kupienie sprzętu armii nie jest trudne – organy ścigania muszą tylko złożyć prosty wniosek, a następnie zorganizować i opłacić przesyłkę wyposażenia, w którego skład wchodzą m.in. pojazdy pancerne i karabiny szturmowe. I dostają na to granty.

Doposażenie policji w sprzęt wojskowy sprawiło, że pojazdy opancerzone, zaprojektowane tak, aby wytrzymać wybuch bomby w warunkach bojowych w Iraku czy Afganistanie, jeżdżą po ulicach miast takich jak Racine, w którym liczba ludności jest podobna do populacji Łomży.

Już w 2013 roku „Washington Post” informował, że pojazdy te pojawiały się też w tak niewielkich miasteczkach jak Madison, którego populacja wynosi około 12 tysięcy osób (mniej więcej tyle, ile w podwarszawskim Nieporęcie), czy Madison County (populacja mniejsza niż w większości warszawskich dzielnic).

W wielu przypadkach nie jest w ogóle używany. Samorządy stworzyły zapasy sprzętu wartego miliardy dolarów, który zwyczajnie nie jest im potrzebny. Przykładem może być jedno z miasteczek w stanie Georgia, które nabyło łodzie i sprzęt do nurkowania, mimo że na terenie miasta nie ma żadnego zbiornika wodnego. Miasteczko w Teksasie nabyło natomiast sprzęt o wartości trzech milionów dolarów, chociaż mieszka tam niewiele ponad 800 osób.

Oficjalnie, koordynatorzy stanowi są zobowiązani, by pilnować, czy miejscowe ośrodki policji zgłaszały zagubienie sprzętu i zwróciły niewykorzystany. W praktyce jednak władze federalne i stanowe rzadko sprawdzają ich zapasy. Jeden z szeryfów w Illinois został oskarżony o wypożyczenie karabinu szturmowego otrzymanego w ramach „Programu 1033” swoim przyjaciołom. Inny funkcjonariusz przyznał się do sprzedaży broni przez Internet.

Mania wielkości, zabawa w wojnę

Na przykładzie Ferguson widać jednak, że nie wszędzie pojazdy i broń kurzą się w magazynach.

ACLU, organizacja działająca na rzecz ochrony praw człowieka, wydała raport na temat militaryzacji policji w Stanach Zjednoczonych. Według danych organizacji, u policjantów, którzy używają ciężkiego sprzętu, zwiększa się poziom agresji. Policzono m.in. że oddziały SWAT 14-krotnie częściej używają granatów hukowych, szczególnie w czasie przeszukań.

ACLU wykazała również, że pojazdy opancerzone były rutynowym wyposażeniem jednostki podczas nalotów w poszukiwaniu narkotyków, choć były w tym przypadku zupełnie bezużyteczne, miały tylko „nastraszyć” przeszukiwanych i okolicznych gapiów.

tokfm.pl